poniedziałek, 28 grudnia 2015

Świąteczna Oliwka

Oliweczko Oliweczko... Co Ci jest kiedy zapłaczesz? Czy coś Cię boli? Czy jest za głośno? Czy Ci niewygodnie? W Wigilię Mała była bardzo płaczliwa, przy dotyku, przewianiu, przekładaniu na drugi boczek, przenoszeniu... a nawet na kolankach Mamusi płakała. Tak bardzo, że nie chciałam jej męczyć i zmieniać ubrania, więc całą Wigilię przeleżała w pidżamie. Mówią, że jaka Wigilia taki cały rok... Na płacz się nie zgadzam, ale całe dnie spędzić w pidżamie pozwolę :) Chyba jedyną przyjemnością Olinki tego dnia były buziaczki rodziców i pociumkanie w usteczkach pierniczków Cioci Marysi. Wyraźnie jej smakowały! Choć tyle dobrego.

A katarek opanowany, tylko nas trochę nastraszył. Przy ostatnim zapaleniu oskrzeli też się od zwiększenia ilości odsysanej wydzielinki zaczęło, więc nasz niepokój był uzasadniony. Ale nie tym razem chorobo paskudna. Oli się nie dała!


Na kolację Wigilijną do Cioci, która mieszka niedaleko poszliśmy z Tatem na zmianę bez Oliwci. Nie chcieliśmy męczyć jej transportem i w dodatku zabierać do miejsca gdzie będzie pewnie trochę głośniej. Wigilijna nocka była spokojna, ale następnego dnia rano Oli miała serię kilku dość mocnych napadów, podobnie jak dwa tygodnie temu.

Ostatnio usłyszeliśmy, że takie mocne ataki padaczki można porównać do mocnego fizycznego bólu, tak jakby nas ktoś skopał, a my nie moglibyśmy się bronić. Oczywiście, w sytuacji takiego ataku podana wlewka uspokajająca daje Oliwce szybką ulgę i napady mijają, ale później organizm musi dojść do siebie, zregenerować siły. I tak właśnie jest. Po takich silnych napadach Oliwka kolejnych kilka dni jest bardzo senna, spokojna, wręcz śpi niemal cały czas. Ale dobrze, niech tak będzie, niech się regeneruje, niech dojdzie do siebie. Najważniejszy dla nas jest spokój na jej buzi.

W drugi dzień Świąt Oliweczka wystroiła się w sprezentowaną czerwoną sukienkę. Wyglądała tak ślicznie... Jak cukierek do schrupania, jak świąteczny pierniczek :) Czuła się już troszkę lepiej, ale wciąż była widocznie słabiutka i senna.





Teraz już jesteśmy w domku i póki co nie planujemy żadnych wyjazdów. Oli jednak tutaj czuje się najlepiej, ma tu absolutny spokój, w którym czuje się komfortowo. I nam najwygodniej się nią zajmować w naszym mieszkaniu, gdzie mamy już opracowane swoje schematy, gdzie wszystko mamy pod ręką. Sylwester spędzamy w domku. Oby było spokojnie i w miarę cicho... Oby Oli nie była nadwrażliwa i oby fajerwerki i petardy nie huczały zbyt głośno... Oby miała dobrą Sylwestrową noc.

A dokładnie rok temu w Święta nasza Oliweczka wyglądała tak :)

czwartek, 24 grudnia 2015

13 miesięcy Oliwki

Oli skończyła 13 miesięcy. "Trzynastka" jest wyjątkowa dla małych Krabików, wyjątkowa ale zarazem przerażająca. Według amerykańskiej literatury medycznej dzieci z niemowlęcą postacią choroby Krabbego żyją średnio 13 miesięcy. Nasza Oliwka właśnie przekracza ten próg... Wiem, wiem... literatura literaturą a życie swoje wie. Jednak nie jest łatwo oprzeć się wrażeniu, że od dzisiaj każdy kolejny tydzień, dzień z Oliwką jest jak wygrana, jest jak "punkt" dla nas.

Obserwując na serwisie społecznościowym strony ludzi jednoczących się w walce z chorobą Krabbego regularnie musimy zmierzyć się z wiadomością o odejściu kolejnego dziecka. Tydzień temu do grona krabikowych Aniołków dołączyła Addie Grace mająca zaledwie 11 i pół miesiąca. Tak niewiele jej zostało by z rodziną mogła świętować roczek. Nie chcę tym co piszę nikogo smucić. Po prostu tak jest. To niesprawiedliwe i boli ale tak jest. I choćbyśmy nie wiem jak bardzo pragnęli aby tak nie było, choćbyśmy nie wiem jak bardzo próbowali tego nie widzieć, nie zmienimy tego.




Cieszę się, że "trzynastka" Oliwki przypadła a dzień przed Wigilią, to taki zabiegany, ale miły i rodzinny czas. Świętowaliśmy wieczorem w dużym gronie. Oliwka próbowała nowy, sernikowy smak ciasta. Wystroiła się w święcące bransoletki od Cioci. Towarzyszyła swoim gościom dość długo, a później ładnie zasnęła i nawet dała nam się trochę wyspać.



poniedziałek, 21 grudnia 2015

Dobry niedźwiedź i niegrzeczne niedźwiadki

Ostatni tydzień jest iście niedźwiadkowy. Po pierwsze dlatego, że Oli sobie ostatnio upodobała misiaka niedźwiadka do przytulania. Jest mięciutki, milutki i układa się idealnie pod naszą kochaną rączkę. Po drugie, kilka mniejszych niedźwiadków grasuje w gardziołku Oliwki i hałasuje i charczy i warczy. Z pomocą ssaka uda się je wygonić na chwilkę, ale prędzej czy później wracają i buszują dalej. Taka nasza walka z niedźwiadkami.

Te niedźwiadki osiągnęły w końcu swoje i mamy mały katarek. Wczoraj wieczorem zauważyliśmy, że Małej zaczyna się zapychać nosek i wydzielina jest bardziej katarkowa niż normalna. Potwierdziła to dziś pielęgniarka. Ale na razie nie robimy alarmu. Na razie to tylko katarek, do obserwacji. Tak jak planowaliśmy, jutro jedziemy do dziadków na kilka dni, spędzić w rodzinnym gronie Świąteczne chwile. Nie chcemy infekcji... Nie teraz, nie jutro, nie przed Świętami, nie w tym roku, ani w przyszłym, ani w ogóle!



Pisałam wcześniej o pewnym "Asie w rękawie", który mógłby nam trochę pomóc z diagnostyką Małej. Otóż otrzymaliśmy namiary do Profesor van der Knaap z Holandii, która jest prawdopodobnie najlepszym specjalistą od chorób istoty białej mózgu w Europie, może nawet na świecie. Przygotowaliśmy do niej maila z opisem przebiegu choroby Oliwki i prośbą o pomoc w diagnostyce. Odpisała jeszcze tego samego dnia i poprosiła o przesłanie pocztą płyty z rezonansem Małej. Niezwłocznie po zapoznaniu się z zapisem na płycie, napisała nam, że nie ma żadnych wątpliwości, że nasza córka na chorobę Krabbego... Wierzymy jej. Tylko dlaczego nie wychodzi nam nic w genetyce? Czy przypadek Oliwki jest aż tak nietypowy?

Traktujemy to jako małe przejaśnienie w tej całej burzowej i deszczowej sytuacji. Do pewnego momentu miewaliśmy myśli, że może pierwsza diagnoza Oliwki będzie mylna, że nie będzie aż tak źle... Że ktoś się pomylił, że rokowania są lepsze... Jednak z czasem, gdy choroba zaczęła widocznie postępować, gdy wielokrotnie docierało do nas dobitnie, że nic nie możemy z tym wszystkim zrobić, zaczęliśmy mieć nadzieję na potwierdzenie tego co nieuniknione, na poznanie naszego "wroga". Teraz, gdy tak wielki autorytet, tak zdecydowanie stawia diagnozę wierzymy, że wystarczy trochę czasu i środków finansowych i znajdziemy to miejsce, gdzie popsuły się nasze geny. Potrzebujemy tego. Przecież po każdej burzy wychodzi Słońce...


czwartek, 17 grudnia 2015

Święty Mikołaj u Oliwki

Olincia miała wczoraj wyjątkowego gościa... Odwiedził ją Gajuszowy Święty Mikołaj wraz ze swoją Śnieżynką. Oliwka nie zareagowała zbyt entuzjastycznie, kiedy Mikołaj wziął ją na ręce. Ale co się dziwić, chyba większość małych dzieci boi się pierwszego spotkania z nieznajomym, siwobrodym staruszkiem ;)

Zgodnie z życzeniami z listu do Mikołaja Oliwcia dostała piękną czerwoną sukienkę do założenia w sam raz na Święta Bożego Narodzenia oraz paczkę pampersów. Elfik dorzucił jej jeszcze świątecznego, pluszowego reniferka, z którym Mała przytulała się do samego wieczora.




wtorek, 15 grudnia 2015

Mała rozłąka

Minął nam kolejny tydzień. Znów o wiele za szybko niż byśmy tego chcieli. Miniony piątek był dla nas ważnym dniem. Zaplanowaliśmy pobranie krwi Oliwki w celu jej zbankowania na przyszłość w razie potrzeby przeprowadzania kolejnych badań genetycznych. To bardzo ważne. Krew z DNA Oliwki może być nam bardzo potrzebna w przyszłości, ciężko ocenić ile będzie trwała jej diagnostyka genetyczna i ile krwi będzie nam jeszcze potrzeba. Wyniki badań egzomowych, które ostatnio zleciliśmy będą dopiero koło marca. Później może pojawić się potrzeba kolejnych uszczegóławiających badań. A do marca tak wiele może się wydarzyć...

Do pobrania Oliwkę zawieźliśmy do hospicjum stacjonarnego Gajusza. Tam Panie pielęgniarki miały detektor żyłek. Cudowny sprzęt w przypadki Oliwki. Zamiast 10 ukłuć, jak to zazwyczaj miało miejsce, miała tylko 3 nakłucia i udało pobrać się potrzebną ilość krwi. Razem z Markiem pojechaliśmy do Warszawy zawieźć krew do laboratorium. Poniewież mieliśmy jeszcze jedną sprawę do załatwienia w Warszawie i wiedzieliśmy, że wrócimy późno, postanowiliśmy, że najlepiej będzie jak na ten jeden dzień Mała zostanie z Ciociami w hospicjum stacjonarnym. Oliwia rzadko, ale jednak ma raz na jakiś czas takie zachowania przy których bałabym się zostawić ją z Babcią czy kimkolwiek innym w domu. W Gajuszu Oli miała wspaniałą opiekę. Z Oliwią na noc została też Babcia, dlatego było nam się łatwiej przekonać do tego, że nic złego się jej nie stanie, że ma profesjonalną opiekę pielęgniarek i jeszcze znajomą rączkę do głaskania.

Nie było dla nas łatwe zostawić ją tam... praktycznie na cały dzień i noc... Przecież to my, Rodzice najlepiej wiemy jak się nią opiekować, czego potrzebuje, co lubi a czego nie... To my jesteśmy wyczuleni na jej najcichsze chrapnięcie w nocy... Z drugiej strony dobrze było poczuć choć trochę swobody, ale przede wszystkim przez kilka godzin brak tej bezpośredniej odpowiedzialności za chore dziecko. Oliwkę odebraliśmy następnego dnia koło południa. Okazało się, że spokojnie przespała praktycznie całą noc, jaka ulga. Wróciliśmy z Małą do domu, do naszej normalności.




Po ostatniej zmianie leków Oliwci wydawało nam się, że jej zachowanie jest dużo fajniejsze. Dużo mniej spała w dzień. Otwierała szeroko oczy. Machała fajnie rączką. Była taka jakby "żywsza". Nawet nasza rehabilitantka Milenka powiedziała, że widzi Oliwkę dużo lepiej niż ostatnio. Myśleliśmy, że to może właśnie przez te nowe leki. Że ma je teraz dobrze dobrane, że ją uspokajają, ale nie otumaniają za bardzo. To były naprawdę fajne dni. Ale nie potrwały zbyt długo... W czwartek Mała dostała serię dość silnych napadów. Dostała szybciutko wlewkę na uspokojenie i od tego dnia do teraz znów więcej śpi, jest senna i słabsza. 

Oliwka ładnie nam rośnie. Skończyła już rok, wiec nadszedł czas na zmianę fotelika samochodowego. Wybór odpowiedniego był nie lada wyzwaniem... Specjalne rehabilitacyjne foteliki samochodowe kosztują 4 tys. złotych, a różnią się od zwykłych głównie tym, że mają specjalne peloty które ustawione pod pachami utrzymują wiotkie ciało dziecka. Dla nas to jednak nie było optymalne rozwiązanie. Oli poza tym, że jest wiotka nie cierpi pozycji siedzącej, pozycji w której ciężar ciała idzie na pupę. Reaguje wtedy płaczem i napadami. Musi mieć półleżącą pozycję. Okazuje się, że teraz nawet zwykłe foteliki samochodowe mają możliwość ustawienia pozycji do spania. Poprosiliśmy Pana w sklepie by polecił nam fotelik, który ma największy wychył pozycji do spania i tak kupiliśmy Oli nowy fotelik w cenie 900 zł zamiast 4 000. Fotelik przetestowany w praktyce, Oliwka zadowolona.

W weekend Oliwkę odwiedziła Ciocia Marysia z tatuażami... aaa co tam, niech ma! :)




poniedziałek, 7 grudnia 2015

Mikołajka

Wczoraj były Mikołajki. Taki przedsmak Świątecznego klimatu. U nas ten klimacik stworzyła Oliwka. Założyła czapeczkę Mikołaja i kazała sobie robić zdjęcia :) Ogólnie u Oliwci jest w miarę stabilnie. W ostatnich dniach czasem zachowuje się jakby coś ją bolało, jęczy sobie przy tym, ale trudno nam ocenić co miałoby być źródłem tego zachowania, przytulamy ją i czekamy aż ten ból sobie pójdzie. Małe napady zdarzają się zwłaszcza rano, ale na szczęście takie, które jej nie męczą. Ze spaniem wciąż bywa różnie, Oli daje nam się spokojnie wyspać do 6 rano średnio raz w tygodniu. Już od dawna nie ma dnia bez porannej, mocnej, czarnej kawy. Jednak nie narzekamy ani trochę, nie jest źle, nie jest źle, nie jest źle!

W ten weekend była bardzo ładna pogoda, nie było zimno, świeciło słonko, w sam raz na spacer. Zaliczyliśmy dwa godzinne wyjścia, w sobotę i w niedzielę. Oli na obu sobie słodko i spokojnie spała. Już nie pamiętam kiedy ostatnio wyszliśmy razem na spacer. Bardzo lubię te chwile. Wydają się takie.... normalne.






Oliweczka ostatnio co chwilę dopomina się o uwagę i trzymanie na kolankach. Zapisknie, zawoła po swojemu, tak jak potrafi wzywa nas do siebie. Sprawdzamy co się dzieje... Leży dobrze, pieluszka sucha, głodna nie jest, ślinki w gardle nie ma... Zapisknie raz jeszcze. Mama siada na kanapie, Córcie bierze na kolana, układa lekko boczkiem, pomaga sobie poduszką, główka na ramieniu, drugą ręką kocykiem otula i obejmuje. I spokój i cisza, i... dobrze mi Mamo :)

piątek, 4 grudnia 2015

Tiulowa Lejdi

Nasza Piękna miała jeszcze w środę urodzinowych gości. W końcu mogła założyć główną kreację urodzinową. Wyglądała cudownie! Sama słodycz. Miętus. Landrynka! Co tu dużo mówić, trzeba to zobaczyć... :)





środa, 2 grudnia 2015

Oliwka nie jest krabikiem?

Chorób genetycznych może być blisko 6 tysięcy i tylko około 5% może być skutecznie leczonych. W Polsce choroby te mogą dotyczyć nawet 2 milionów ludzi. Jest to bardzo różnorodna grupa chorób - różnią się objawami i skutkami, łączy je bardzo ciężki przebieg. Cierpią na nie osoby w każdym wieku, jednak aż 75% z nich dotyka dzieci. (źródło: nadziejawgenach.pl).

Pewne jest, że za chorobę Oliwki odpowiada jakiś błąd w jej genetyce. Tego typu choroby mają swoje źródło właśnie w genetyce. Czy to oznacza, że my, rodzice Oliwki jak i inni rodzice dzieci z rzadkimi chorobami genetycznymi jesteśmy jacyś gorsi, felerni? Nie. Cały właśnie feler w tym, że akurat my się spotkaliśmy i zechcieliśmy założyć rodzinę. Mamy około 30 tysięcy genów. Jak wiemy od Pani genetyk, każdy stąpający po ziemi człowiek może być nosicielem nawet 20 różnych mutacji genowych. Jedna na 150 osób jest nosicielem mutacji odpowiadającej za chorobę Krabbego. Cały pech, a może i szczęście, zależy jak to rozumieć, tkwi w tym, żeby się dobrać z drugą osobą, która nosi mutację w tym samym genie. Zdarza się rzadko, ale się zdarza. Zdarzyło się nam.

Jakiś czas temu przyszedł do nas wynik ostatniego badania genetycznego. Wynik nierozstrzygający. Badanie to miało sprawdzić, czy znaleziony w genie GALC tak zwany "watiant mutacji" ma drugą kopię i może być mutacją powodującą chorobę Oliwki. Nie jest. Co dalej? Po konsultacji z Panią genetyk i przeanalizowaniu historii choroby Oliwki podjęliśmy dalsze decyzje. Okazuje się, że kwietniowy wynik badania aktywności enzymu, którego brak jest wiązany z chorobą Krabbego, wskazuje na jego 25% aktywności. Czołowa amerykańska literatura mówi, że chorzy w chorobie Krabbego mają 0-5% aktywności tego enzymu. Ten fakt jak i brak znalezienia mutacji w genie GALC każe postawić sobie pytanie, czy Mała ma na pewno chorobę Krabbego? Nie możemy mieć takiej pewności, ale również jeszcze nie możemy tego wykluczyć. Obraz kliniczny, czyli zachowanie i widoczny postęp choroby bardzo na to wskazuje. Tych chorób jest jednak tak dużo i są one tak różnorodnie przebiegające, że nie możemy wykluczyć postawienia błędnej diagnozy.

Postanowiliśmy wraz z Panią genetyk, że zamiast szukać mutacji w genie PSAP, o którym pisałam wcześniej, czy rozkładać gen GALC na czynniki pierwsze, lepiej byłoby od razu zrobić tak zwane badanie egzomowe, czyli badanie mutacji we wszystkich 30 tysiącach genów... Badanie to będzie nas kosztować około 5 ty zł. i ponoć jest w stanie wychwycić około 60% wszystkich defektów w genach. Dalsze scenariusze mogą być różne. Wynik może nam od razu wychwycić mutację powodującą chorobę Oliwki lub dopiero wskazać na obszar, który powinniśmy poddać dalszym szczegółowym analizą.



Z nasza Panią doktor z Hospicjum uznaliśmy dodatkowo, że dobrze byłoby powtórzyć Oliwce najważniejsze badania, które mogłyby pokazać nam aktualny jej stan neurologiczny. I tak właśnie wylądowaliśmy w urodzinki Oliwki w szpitalu na oddziale neurologicznym. Oliwka miała zrobiony rezonans mózgu. Wynik wskazuje jednoznacznie na zanik istoty białej mózgu a umiejscowienie nieprawidłowości odpowiada chorobie Krabbego. Oliwka miała też zrobione EEG, czyli badanie mające określić siłę i częstotliwość napadów. EEG jak mówią lekarze wyszło bardzo brzydko... Oli ma już zmiany napadowe uogólnione a nie częściowe. Lekarz określił padaczkę Oliwki jako lekooporną. Mieliśmy kolejne zmiany w lekach, teraz czekamy aż minie trochę czasu by ocenić jak Mała na nie zareaguje. Póki co jest bardzo wrażliwa na bodźce dźwiękowe. Wystarczy czasem puknąć widelcem w talerz lub pstryknąć światło by wystraszyła się i zapisknęła. Chodzimy przy niej cichutko na paluszkach jak myszki. Bardzo ważne będzie powtórzenie badania aktywności enzymu, by skonfrontować je z wynikiem z kwietnia. Ten wynik będzie pewnie po nowym roku. Mamy jeszcze jednego "ASa w rękawie", który może pomóc w diagnostyce Oli, ale powiem o tym więcej jak się uda.

Znów można było napatrzeć się w szpitalu na dzieci z różnymi chorobami i ich rodziców. Jedni się cieszą, że wyniki badań nie wskazują na pogłębianie się nieprawidłowości, że ich dziecko dobrze reaguje na leki przeciwpadaczkowe, inni walczą podchodząc do kolejnych operacji serduszka, jeszcze inni szukają pomocy za granicą bo tutejsi lekarze nie mogą im nic więcej zaproponować. I my, świadomi choroby naszej córeczki, tego jak widocznie ona postępuje i że nic nie możemy z tym zrobić...

Sam pobyt w szpitalu Oliwcia zniosła całkiem dobrze. Oczywiście znów był problem z żyłkami i pobraniem krwi od Małej. Do znieczulenia pod rezonans anestezjolog musiał jej założyć drogę centralną. Poza ukłuciami było dość spokojnie, mieliśmy pojedynczą salę, na oddziale było cicho i spokojnie. Po powrocie ze szpitala Oliwcia napisała babcią SMSka. Wydaje mi się, że napisała, że jest już w domu i jak się czuje ;)






Nasza sytuacja z diagnostyką genetyczną wciąż ma status quo. Ma się nadzieję, że każde kolejne badanie przyniesie już rozwiązanie zagadki, da nam odpowiedzi na pytania i lepszą wizję na naszą dalszą przyszłość. Musimy uzbroić się w cierpliwość, nie wiemy ile jeszcze to wszystko potrwa, mogą to być miesiące, mogą to być lata. Działamy i czekamy...


sobota, 28 listopada 2015

Rocznicowy weekend Oliwci

Oliwka 23 listopada skończyła roczek! Ten ostatni miesiąc minął nam tak szybko... Nie był zły. Mała całkiem spokojna, napady sporadyczne, choć w ostatnim tygodniu nasiliła się nadwrażliwość na bodźce. Noce ciężkie, ale chyba bardziej dla nas niż dla niej.

Wchodzimy w drugi rok życia... Jak to dumnie brzmi :)
Brawo Oliwka!

To już nie dzidzia nasza, to już nasza mała dziewczynka. Wzrost i waga książkowo. Nooo... może waga w górnych granicach normy, ale Tata też był pączusiem za młodu ;) Czysty Tata! Mocne włosy po rodzinie Taty. Rzęsy po Tacie. I również po Tacie piękne niebieskie oczy. Kiedy się urodziła z niebieskimi oczętami, mówiono nam, że kolor oczu jeszcze może się zmienić do roku czasu, że jeszcze może mieć brązowe jak ja. Nie zmieniły się, są pięknie niebieskie.

Nie organizowaliśmy żadnej wielkiej imprezy z okazji roczku Oliwki, a mimo to sporo osób postanowiło nas i ją z tej wielkiej okazji odwiedzić. Zgodnie z założeniami zaczęliśmy już po trochu świętować w sobotę. Oliwka miała pierwszych gości i pierwsze prezenciki. W niedzielę pięknie odstrojona czekała na kolejnych gości. Była całkiem towarzyska, nie spała zbyt dużo. Jeden torcik upiekła nam Ciocia, która słynie w rodzinie z pysznych tortów. Oli go spróbowała i skoro szeroko otworzyła oczka podczas kosztowania słodkiego kremu musiał jej bardzo smakować. Zrobiliśmy odcisk dłoni i stópki Oliweczki, w którym Mała wyraźnie zaznaczyła swojego kochanego wstydliwego kciuka. Olincia dostała tak dużo prezencików! Mnóstwo pięknych ciuszków, różową torebeczkę, misiaczki-pluszaczki, zdjęcia w ramce, troszkę pieniążków na nowy fotelik samochodowy, biżuterię by mogła się stroić... a przede wszystkim dużo uśmiechów i zachwytów od kochanych gości. To był bardzo miły weekend, rodzice zadowoleni i jubilatka chyba też.











Planowaliśmy, że finał imprezowania odbędzie się w poniedziałek, w dokładny dzień urodzin Oliweczki. Niestety musieliśmy tę imprezkę przełożyć. Mówiąc wprost musieliśmy jechać z Małą do szpitala na badania. Zamiast tortu było kłucie... Od niedawna czekaliśmy na termin, kiedy moglibyśmy zrobić małej rezonans. Ponieważ zwolnił się termin na wtorek, zostaliśmy wezwani by w poniedziałek po południu wstawić się w szpitalu w Matce Polce. Najpierw mieliśmy zostać na dwie nocki, ale nasz pobyt przedłużył się do piątku. Mała miała przy okazji kilka ważnych badań, ale o tym już w innym poście.

Oliwcia, nasza Mała Misia miała dostać od Cioteczek, jak co miesiąc torcik. Ten na roczek miał być wyjątkowy. Piękny miś dla małej Miśki. Ponieważ wylądowaliśmy w szpitalu musieliśmy obejść się smakiem. Ciotki czekały z tortem mając nadzieję, że w środę lub czwartek wyjdziemy, ale nie udało się, a piątkowe popołudnie po powrocie do domku nie było dobrym momentem na takie świętowanie. Torcik ostatecznie został zjedzony przez Ciotki a nam pozostały jego zdjęcia i opowieści o tym jaki był dobry!


Ponieważ finałowa kreacja wciąż czeka na swoją premierę i przez pobyt w szpitalu musieliśmy odwołać odwiedziny Ciotek, które towarzyszą nam w świętowaniu co miesiąc, może uda nam się odbić to spotkanie w środę. Końca urodzinowego świętowania nie widać... :)


Copyright © 2014 Oliwka
Designed By Blokotek