niedziela, 22 marca 2015

Ciężka rehabilitacja

Kolejne tygodnie to objazd różnych lekarzy, w celu zebrania różnych opinii i ciężkie początki rehabilitacji. Odwiedziliśmy pediatrę, ortopedę, neurologów, logopedę, psychologa... Na rehabilitację zgłosiliśmy się do poradni na ulicy Sojczyńskiego w Łodzi. Oliwka była rehabilitowana metodą NDT z elementami metody Vojty. Mała dość ciężko znosiła ćwiczenia, bardzo płakała, była drażliwa na dotyk i bardzo napięta. Jedynie delikatne ćwiczenia nóżkami były dla niej akceptowalne, wszystko inne powodowało napięcie, dyskomfort, może nawet ból.

Oliwka wciąż nie zachowuje się prawidłowo, powinna już zacząć przewracać się na boku, a ona ledwo co odwraca głowę za przedmiotem. Jest bierna, mało co rusza rączkami, nie łapie przedmiotów, nie składa rączek, piąstki są zaciśnięte i kciuk schowany do środka. Co prawda wodzi wzrokiem za przedmiotami, ale trudno z nią złapać kontakt, rzadko odwzajemnia uśmiech. Nie głuży, wydaje czasem pojedyncze dźwięki brzmiące jak samogłoski, ale nic więcej. Jest często senna, apatyczna, dużo ziewa a do tego raz na jakiś czas dziwnie drżą jej paluszki u stop.

Na ćwiczeniach fizjoterapeutka Milena zwróciła mi uwagę na to, że według niej Oliwka wygląda jakby coś jeszcze jej dolegało. Powiedziała, że inne dzieci z problemami z napięciem mięśniowym zachowują się inaczej, nie płaczą tak, jest z nimi lepszy kontakt, namawiały byśmy zrobili dalszą diagnostykę, może rezonans, może badania na choroby wirusowe, genetyczne. Podkreślała, że może nic w nich nie wyjdzie, ale przynajmniej będziemy spokojni jeśli wykluczymy inne poważne schorzenia. A jeśli by się okazało, że faktycznie coś jeszcze jej dolega moglibyśmy podjąć leczenie, podawać leki i jej zwyczajnie pomóc. Lekarz neurolog na wizycie w ramach poradni rehabilitacyjnej również zaleciła, by zgłosić się, najlepiej do szpitala, na pełną diagnostykę. Usłyszałam, że Oliwka wygląda na dziecko cierpiące, że ewidentnie coś jej dolega. Zaczęliśmy się orientować jak wygląda przyjęcie do szpitala w Łodzi lub w Warszawie.

W międzyczasie rehabilitowaliśmy Oliwkę dalej. Raz w tygodniu w poradni i kilka razy dziennie w domu. Mimo, że mała bardzo płakała i nierzadko ja razem z nią, wiedziałam, że muszę robić ćwiczenia, wszystko dla niej, by kiedyś mi podziękowała, że dzięki mamusi ma proste nóżki.



czwartek, 12 marca 2015

Zapalenie płuc i powrót do szpitala

Niezbyt długo nacieszyłyśmy się obecnością w domu. Po dwóch dniach mała zaczęła mieć katar, kaszelek i 2 marca wróciłyśmy do szpitala. Tym razem szybko zdiagnozowano wirusowe zapalenie płuc (RSV). Pobyt w szpitalu potrwał 10 dni. Leczenie Oliwki opierało się głównie na inhalacjach i odsysaniu zalegającej wydzieliny z nosa i gardła. Byłam zła, że tak się stało. Marnowaliśmy czas na leczenie w szpitalu zamiast działać z rehabilitacją, u tak małego dziecka każdy tydzień jest ważny.
Copyright © 2014 Oliwka
Designed By Blokotek