niedziela, 26 czerwca 2016

19 miesięcy Oliwki i wyjazd do dziadków

23 czerwca nasza Olincia skończyła 19 miesięcy. Jest taka duża jak na swój wiek! Naprawdę wysoka z niej dziewczynka. W wózku mieści się już ledwo ledwo. W czwartek nie zdążyliśmy za dużo poświętować tej okazji. Po powrocie Oliwkowego Taty z pracy musieliśmy się spakować i pojechaliśmy do dziadków na kilka dni. Uciekliśmy przed upałami z bloku. Tam na parterze domu utrzymuje się przyjemny chłodek niezależnie od temperatury na zewnątrz. Gdy dotarliśmy na miejsce spędziliśmy jeszcze długi wieczór na powietrzu a czekoladowy torcik Ciocia dostarczyła w piątek. W sobotę babcia Danusia obchodziła imieniny. Olinka oczywiście odstroiła się w kokardy, uczesałyśmy warkoczyki i błyszczała na grillu wśród gości.

W czwartek był również Dzień Ojca. Być może powtórzę co napisałam z tej okazji w tamtym roku, ale Oli ma najwspanialszego Tatusia na świecie! Na pewno bardzo go kocha i uwielbia jak jej w każdej możliwej chwili opowiada jaką to jest wspaniałą i najpiękniejszą dziewczynką albo jak przytula ją do snu każdego wieczora... Tatusiu, buziak dla Ciebie :*





Co tu dużo mówić, widzimy jak Oli dobrze się czuje na wsi, jak ładnie oddycha i jest spokojna. Wieczorami, jak upał ustępował, wychodziliśmy na podwórko i było tak przyjemnie, że siedzieliśmy z nią na powietrzu prawie do 22. Wczoraj w nocy spała nieprzerwanie do 6 rano! Już nie pamiętam kiedy ostatnio to się zdarzyło.

Jak dobrze. Jak spokojnie :)



poniedziałek, 20 czerwca 2016

Działkowiczka

Jak się nie da, jak się da? :) Byliśmy z Oliwką w weekend na działce. 100-kilometrowa trasa nieco nas przerażała, ale udało się. Pojechaliśmy już w piątek popołudniu. Po drodze mocno wiało... Będąc coraz bliżej działki zastanawialiśmy się co nas tam zastanie, np. czy będzie prąd? Kochana Oli przespała spokojnie całą drogę, dojechaliśmy na miejsce i wszystko było w porządku.



Olincia kolejny weekend spędziła na powietrzu. Już od 11 rano siedzieliśmy na tarasie wsłuchując się w koncerty ptaszków i spokojny szum drzew. W sobotę pogoda była idealna - około 20 stopni. Troszkę wiało, ale to był przyjemny wiatr. Takie powietrze jest bardzo dobre dla Oliwci, dobrze jej się wtedy oddycha i zapada w przyjemny sen. W niedzielę zrobiło się już bardziej gorąco, ale w cieniu Malutkiej też było dobrze. Ona korzystała z cienia, a my na zmianę z odrobiny słońca.

Choć to były tylko dwa dni, ilość naszych pakunków osiągnęła chyba jakiś rekord. Musieliśmy zabrać różne sprzęty i medykamenty na każdą okoliczność, łącznie z lekiem silnie wyciszającym napady, którego podskórne podawanie przez pompę w razie potrzeby musiałabym Małej "zainstalować" sama. Przy takiej odległości pomoc Gajusza mielibyśmy tylko na telefon. Na wszelki wypadek wzięliśmy dwa ssaki i kupiliśmy przetwornicę samochodową do prądu w razie awarii elektryki. Niektórzy twierdzą, że wyjazdy z małymi dziećmi to istna katorga. Nie wiem jak to jest w podróży ze zdrowymi maluchami, ale wiem, że wyjazd z tak bardzo chorym dzieckiem to dopiero wyzwanie i stres! Jednak było warto. Oliwcia czuła się bardzo dobrze. My też złapaliśmy powietrza w płuca i czerpaliśmy ogromną radość z tego, że udało nam się tu przyjechać, z nią. Chcemy tu wrócić na nieco dłuższy pobyt może w drugiej połowie lipca. Oby się udało :)



środa, 15 czerwca 2016

Dwa dni na powietrzu

Już jesteśmy, już, już. Musiałam ogarnąć parę domowych spraw i już siadam i piszę, bo wiem że czekacie na wieści :)

U nas wszystko dobrze. Olincia spokojna. W czwartek i piątek trochę nam popłakiwała i nie wiedzieliśmy dlaczego. Próbowaliśmy rożnych sposobów i medykamentów by jej pomóc, ale z mizernym skutkiem. Na szczęście w sobotę była już całkiem spokojna, płaczki się skończyły i pojechaliśmy na weekend do dziadków.

Pogoda była bardzo przyjemna więc Oliwcia kawał dnia spędziła na powietrzu. Zarówno w sobotę jak i w niedzielę urządziła sobie na powietrzu 5-cio godzinną drzemkę. U nas w domu nigdy nie śpi tak długo bez przerwy, ani w dzień ani w nocy ;)





niedziela, 5 czerwca 2016

Śpiąca Królewna


Oliweczka we wtorek zrobiła nam psikusa. Już za długo było spokojnie. Miała napady, których nie mogliśmy do końca powstrzymać alarmową wlewką. Musiała przyjechać nasza pielęgniarka i podłączyć Małej lek wyciszający, podskórnie, w wolnym wlewie.  Lek ten ze stopniowo zmniejszaną dawką otrzymywała aż do czwartku. Właściwie do wczoraj Oli non-stop spała, 5 dni. Przespała Dzień Dziecka, ale prezenty jej nie ominęły. Dostała od Tatusia piękną koronę, by dumnie pełnić rolę Śpiącej Królewny.

Skąd te napady? Możliwe, że przyczyniła się do tego zmienna pogoda. W poniedziałek zderzyły się dwa dość mocne fronty. Po południu ze skweru zrobiło się deszczowo i mocno burzowo. Ponoć dużo hospicyjnych dzieci rozregulowało się neurologicznie tego dnia. Takie sytuacje są wpisane w jej chorobę. My po prostu musimy być czujni i szybko reagować by pomóc jej uniknąć dyskomfortu, bólu.

Dziś nasza Królewna powoli się wybudza, otwiera szerzej oczka, lepiej wygląda i widać, że ma więcej siły. Poziom jej siły oceniam po tym jak kicha. Gdy czuje się dobrze kicha jak dziadek, głośno i po męsku :) Gdy jest słaba robi to cichutko i tak jakby w zwolnionym tempie. Już jest lepiej. Wczoraj aż trzech królewiczów obdarowało ją buziaczkami, Tatuś i dwóch wujków, może to zadziałało :)
Copyright © 2014 Oliwka
Designed By Blokotek